Programowanie, rowerowanie, kosmosy i inne fajne rzeczy

Kategoria: Lajf (Page 3 of 11)

Mordoksięga tajemna

Kuzyn przyszedł spytać, czy pogramy w piłkę, bo pogoda nie różni się za bardzo od tej jesiennej. Zobaczył, na ekranie szybkiego wybierania Opery, charakterystyczne F.

– O, Facebook!
– Też już nasz?
– Jeszcze nie mogę.
– A, tak, chyba trzeba mieć minimum 13 lat…
– A Marta ma! Sprawdzałem.
– Skąd wiesz?
– Wyszukałem!

To chyba ten wiek, kiedy ograniczenia wiekowe w sieci jeszcze działają, ale strzeżcie się tych, co nie mają, a i tak widzą.

A jeśli macie i chcecie widzieć, to możecie polubić fanpage bloga.

Dwie nieskończoności

Wiem, że w telewizji mało co jest mądre, że pierze ona super proszkiem skarpetki koszule i mózgi, ale coś takiego mnie lekko zdziwiło. Robią sobie jaja z naiwnych ludzi i nawet się z tym nie kryją. Do rzeczy z tej kategorii pasuje mi opis z filmu przyrodniczego.

Oczyszczanie jajem

Samica homo sapiens, za pomocą środków masowego przekazu, próbuje uzyskać pozycję autorytetu pośród mniej rozumnej części stada. W tym celu pręży się oraz przywdziewa mądry wyraz twarzy przed czujnym okiem urządzenia zamieniającego wizję i fonię na sygnał elektryczny, które potocznie nazywane jest kamerą. W ręku dzierży symbol swej mocy – ovum gallus gallus domesticus, czyli kurze jajo. W niektórych kręgach owe ovum uchodzi za naturalny, biologiczny filtr energetyczny, który niczym supermasywna czarna dziura, pochłania wszelkie zło w promieniu kilku kilometrów.

By aktywować zbawczą moc jaja należy je odpowiednio użyć, toteż wspomniana wcześniej samica, po wyraźnym poinformowaniu, że oczyszcza innego osobnika z gatunku homo sapiens w imię jego wolnej woli, rozpoczyna ruchy koliste dłonią zawierającą jajo. Następujące przy tym werbalne komentarze objaśniają, iż zmienna prędkość oraz promień ruchu łączą się z tak ważnymi elementami rytuału jak oczyszczanie linii rodowych ojca oraz matki minimum cztery pokolenia wstecz, usuwaniem myślokształtów, podłączeń energetycznych, przywracaniem równowagi energetycznej we wszystkich siedmiu ciałach astralnych, czy też oczyszczaniem czakr i otwieraniem trzeciego oka. Fakt, że jednym z elementów ceremonii bywa oczyszczenie układu pokarmowego z naciskiem na część wydalniczą, może poddawać w wątpliwość kwestię, czy oczyszczany homo jest na pewno sapiens.

Po zakończeniu obrzędu następuje pytanie o radę aniołów za pośrednictwem kart anielskich. Szklane kule prawdopodobnie wyszły z użycia ze względu na swą małą przenośność oraz delikatną budowę. Dodatkowo, przy obecnym rozwoju technologi oraz pędzie ku coraz wyższym rozdzielczościom ekranów, rozmazany obraz na powierzchni sfery, który widzi tylko jedna osoba, nie robi już takiego wrażenia.

Następnym etapem jest poproszenie ślepca zwanego losem o afirmację, która odpowiednio często powtarzana może zmienić życie. Nie jestem leniwą bułą i żywię się jedynie energią kosmiczną, nie jestem leniwą bułą i żywię się jedynie energią kosmiczną, nie jestem leniwą…

Jako ostatnie następuje utrwalenie, wspomnianego na początku, autorytetu mistrzyni ceremonii, które odbywa się za pośrednictwem znacznej ilości rad z psychologii, dietetyki, fizjoterapii, dekoracji wnętrz oraz innych dziedzin, które pozornie nie mają nic wspólnego z kurzym jajem. I tak oto kolejny homo debilus, wraz ze swoim portfelem, staje się czyściutki jak skarpetki pod koniec reklamy proszku. Czytała Krystyna Kucówna.

Wszechświat oraz ludzka głupota są nieskończone, ale tylko do tego pierwszego jest sens wysyłać sondy i badać, czy tak na pewno jest.

Horizontal Street Drunkard

Dzień jak co dzień, czyli wstać, doprowadzić się do stanu używalności, galopem na przystanek i na zajęcia. Później mniej więcej to samo, tylko w odwróconej kolejności,z lekkimi modyfikacjami. Tym razem było jednak trochę inaczej.

Tak dla odmiany, poszedłem inną trasą, by kupić rzecz do życia absolutnie niezbędną, czyli kołki rozporowe. Przejście ze stępu do kłusa zakłócił mi pewien jegomość, który uznał, że kostka brukowa jest miękka, milusia i tak piękna, że warto by było obejrzeć ją nieco bliżej. Samochody jadą ulicą, nikt nic nie widzi, nikt nie chce widzieć. Ludzi z okolicy też jakoś dziwnie wywiało. Będzie trzeba sprawdzić o co chodzi tym bardziej, że w głowie już i tak zaczęło mi się odtwarzać któreś szkolenie z pierwszej pomocy….

To zaczynamy akcję. Zgodnie z zaleceniami, zacząłem nawiązywać kontakt podchodząc bliżej. Proszę pana? Co się stało? Halo? Zero odzewu. To kucnąłem (bo co innego mogłem zrobić?) i szturchając lekko, ponowiłem pytania. Tym razem odzew był, ale w języku znanym chyba tylko jego twórcy. Dobrze, chociaż wiem już tyle, że to lokalny jogin, w pozycji „Pijana Asana”. Oddycha, nie krwawi, reaguje, czyli powiedzmy, że jest ok. Wstaję, by wyciągnąć z kieszeni komórkę i wezwać karetkę, ale słyszę nagle za plecami: „Pijany?”. Obracam się i widzę, że łaskawie zatrzymał się instruktor prawa jazdy. Zatrzymał się, jak na instruktora przystało, na środku pasa ruchu chyba tylko po to, by go zablokować na moment bo… odjechał zaraz po tym, jak dowiedział się, co zamierzam zrobić.

Kucam jeszcze raz (no nie dziwcie się) by sprawdzić, czy się panu nie pogorszyło. Dalej mruczy pod nosem po starocerkiewnosłowniańsku albo w innym mandaryńskim, to uznaję, że jest tak samo i wstaję by… usłyszeć pytanie „Co się stało?”. Cudownego ozdrowienia nie było, za to zdarzył się inny cud, zatrzymał się przechodzień w wieku przedemerytalnym i po usłyszeniu krótkiego streszczenia jak intensywnie medytował nasz jogin, wyciągnął tę komórkę i zaczął dzwonić na sto dwanaście. W tym czasie, zatrzymał się kolejny facet. Tym razem mniej więcej, w moim wieku. I tak z tym pierwszym opowiadaliśmy, co się stało. Ja temu chłopakowi, a on przez telefon kolejnym dyspozytorom z różnych miast. Później próbowaliśmy znów nawiązać kontakt z panem, dzięki któremu zaczęła się cała ta impreza. Znów bezskutecznie. Jedynym, czego udało nam się domyśleć, było to, że pił kompot z jabłek. (Nie wiedziałem, że jednak znam starocerkiewnosłowiański.) Ciekawe ile miał procent miał ten kompocik.

Te rozmowy w różnych konfiguracjach przerwało głośne EEEEOOOOEEOO karetki, która ruszyła spod budynku pogotowia, do którego było… ze 100m w linii prostej. Ratownicy ekspresowo zadbali o to, by człowiek na poziomie znów trzymał się w pionie i jako, że nadal był średnio rozmowny, pomogli przemieścić się mu do samochodu, kończąc tym samym historię z urozmaicaniem mi dnia.

Jaki z niej morał? Może już lekko wyświechtany, ale nie dla każdego oczywisty. Należy się zatrzymać pomóc, jak się umie. Nie pamiętasz pierwszej pomocy? Trudno, zacznij krzyczeć, dzwoń. Już sama Twoja obecność może ośmielić kogoś jeszcze i razem zdziałacie coś więcej. W tym przypadku to był akurat pan pod wpływem, lecz pozory mylą, bo trudno przecież określić stan człowieka leżącego twarzą do ziemi. Chyba nikt by nie chciałby być zostawiony tak na pastwę losu, z nosem pomiędzy kostką brukową. Bądź częścią społeczeństwa, w którym od zawsze chcesz żyć.

Tarcia na oczach

W pewien letni wieczór postanowiłem, że dam swym gałkom ocznym odpocząć od monitora i zrobię to przez… wpatrywanie się w ekran telewizora. Z filmami na bieżąco nie jestem. Średnio się orientuję w nowościach, repertuarze kin i tego typu sprawach. Może ma to swoje wady, ale też jeden zasadniczy plus. Mam co oglądać, gdy dla innych, w telewizji ciekawych rzeczy już nie ma.

Tym razem nie było też nowości i dla mnie, ale dostrzegłem Pulp Fiction. Pomyślałem, że taki klasyk warto od czasu do czasu obejrzeć nawet, gdy to zrobi się to już po raz wtóry. Pewnie puszczają go nocą ze względu na treściwe dialogi. No to akcja-mobilizacja, czyli szybka runda po domu, by zrobić na zapas wszystko, co by mogło mi przerwać oglądanie i wpaść do pokoju w momencie rozpoczęcia filmu. No, zaczyna się… To słynne ujęcie z bagażnika samochodu. Ale zaraz, zaraz… Czy na początku nie było czasem sceny w knajpie? I to chyba nie Travolta. Co jest grane?

Po nudnym dialogu, na pytanie odpowiedziała mi plansza z tytułem filmu:

PULP FRICTION

Aaaaa, czyli to ostrzejsze kino niż się spodziewałem. Z tej samej półki, co Done in 60 Seconds, PocAHotASS, czy Requiem for a Cream. Pomyślałem sobie „pieprzę takie pieprzenie” i poszedłem spać.

Drogie Dzieci czytajcie uważnie programy telewizyjne, szczególnie w części bardziej nocnej, bo nawet w Mango, o tej porze wydłuża się coś innego niż wąż ogrodowy nowej generacji.

Holy shit, it’s a triangle!

Spodobała mi się piosenka z reklamy nowych wariantów smakowych Żywca. Tego ciemniejszego, z pianką. Jednym z najczęstszych scenariuszy w takiej sytuacji jest wyszukanie reklamy w internecie i czytanie komentarzy pod nią…

No to wchodzę, patrzę sobie a tam ILUMINACI, MASONERIA i TRÓJKĄTY Z OCZAMI. Dobrze, że nie słychać strzałów.

W każdym razie piosenka to The Whip w wykonaniu zespołu Locksley. Całkiem miła dla ucha i teledysk też fajny, pokazujący kreatywne malowanie. Nie w trójkąty.

« Older posts Newer posts »

© 2020 Kutzowsky

Theme by Anders NorenUp ↑